Moje oczekiwanie na cud naszego kochania
Kategorie: Wszystkie | Zdjęcia... My..
RSS
wtorek, 09 lutego 2010
Nieco o Jasiu i Marcysi...
Otóż mamy w domu dwóch małych muzykantów w tym jednego Janka Muzykanta! :)
Jasio zaczął nam nucić i można doszukać się w tym linii melodycznej (SZOK SZOK SZOK!) a że podobny szok odkryłam kilka lat temu kiedy moja bratanica, która przed mówieniem posiadła umiejętność odtwarzania melodii więc...
Zaczął nucić już jakiś czas temu ale teraz nas zszokował (aż łza w moim i męża oku zalśniła) kiedy przy Ave Maria dziecko nam się rozśpiewało rzewnie...
Marcysia z kolei wyłapuje muzykę Depeche Mode bezbłędnie - nawet z tzw "COVERÓW" no normalnie szok!
Jestem zatem ciekawa co z nich za ziółka wyrosną :)
Katary i kaszle trwają dalej ale mam nadzieję, że idzie ku lepszemu bo dziś mieli normalnie apogeum wariactw.
Aby nieco maluchy wyciszyć udałam się dziś do biblioteki celem wypożyczenia nowych książek dla małej pochłaniaczki czyli Marcysi. Przy okazji zapisałam Jasia i tak oto nasz Janko Muzykant stał się najmłodszym czytelnikiem... :) wypożyczyłam na tę okazję książkę o Nocniku :) aczkolwiek Jasia nie trzeba przekonywać do korzystania z tego dobrodziejstwa.
Przy okazji sama też zaopatrzyłam się w smaczne kąski :)
- Kolacja Anną Kareniną - Gloria Goldreich
- Słonecznik - Richard Paul Evens
- Chaszcze - Jan Grzegorczyk - mniam mniam... :)
- Warte ryzyka - Robin Pilcher
- Szkarłatny portret - Jody Shields

Zdam relację ale na pewno pierwszą książką będą Chaszcze bo już mój mąż się za tym ogląda.
21:03, agasobczak
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 lutego 2010
Daliśmy radę
No bo w końcu starzy wyjadacze z nas (byliśmy na podobnych "warsztatach"dwa lata temu)
Wróciliśmy z katarami i stanem podgorączkowym a Jaś z okropnie odparzoną pupą ale wszystko powoli wraca do normy.

Było ok a nawet pokusiliśmy się na stwierdzenie, że przy czwórce dzieci mieliśmy więcej czasu na pobycie razem
Michał (kochany mąż) dzielnie robił śniadania i kolacje oraz wstawał w nocy do EMILKI i zmywał :) a ja skromnie obrabiałam resztę. I mit, że dzieci butelkowe słodko śpią całą noc został obalony... śpią .. tyle, że czasem się budzą :))))

No a ja dziś myślę intensywnie nad możliwością podjęcia studiów - może po wakacjach? Może teraz? Jenki... chyba mam coraz większą ochotę bo z tym magicznym mgr albo lic można naprawdę wiele zdziałać w moim zawodzie. No cóż ... całe życie bym nie chciała zaginać na noce i wychodzić do pracy w niedzielę lub w święta...
A z drugiej strony może potrzeba mi trochę spełnienia w sferze naukowej?
12:27, agasobczak
Link Komentarze (2) »
piątek, 05 lutego 2010
Wielodzietni :)
dziś jedziemy do znajomych i zostajemy z ich połową dzieci (dwójką) na dwa dni ... do niedzieli i tym samym będziemy przez krótki czas rodziną wielodzietną z dwoma parami bliźniaków - Nasza Marcysia i ich Gabrysia oraz nasz Jaś i ich Emilka. No zobaczymy jak pójdzie.
Zaglądałam to dość często ale że mieliśmy trochę doświadczeń dość trudnych to nawet nie chciało mi się pisać. Mąż wraca wcześniej do pracy - miał zacząć po zwolnieniu urlop ale go "ściągnęli" no i tym samym małżonek nie jedzie na koncert DM do Łodzi co nawet nam na rękę bo obecnie posiadamy niecałe dwa złote gotówki :( - okazało się, że w pracy zapomnieli powiedzieć Michałowi, że przesunęli o 10 dni wypłatę... Super... a że nie chcemy za bardzo korzystać z zdradzieckich kart debetowych to jedziemy na wymyślaniu czegoś z niczego do jedzenia, gotowania wszelkich możliwych rzeczy z zapasów i ogólnie bidowania. No cóż... ciężki to czas ale widocznie Pan Bóg chce abyśmy i czegoś takiego doświadczyli.
Bilety na DM poszły wczoraj na Allegro za taką samą cenę jak kupiliśmy i teraz z niecierpliwością czekam na przelew. A tak a a propos sprzedaży takowych biletów - okazało się że bilety na koncert można dostać na Allegro w takiej samej cenie ale.... koszty przesyłki czasem są takie same jak cena biletu :) Ale ludzie kombinują.... Normalnie dla mnie szok:)
Marcelina już od kilku dni przeżywa swój wyjazd do Gabrysi a dziś od godziny 7.00 czyli od czasu kiedy wstała, słyszałam już ze 100 razy - MAMUSIU - pojedziemy do Gabrysi? Po prostu wymiękamy...
Zima u nas tęga, śniegu full... słońca też nie brakuje (tylko kasy)
Ze względu na raptowne powiększenie się rodziny na kilka dni nie będzie mnie przez ten czas w necie... No sami rozumiecie nie? :) Buziaki dla Was i niech Wam się szczęści
10:56, agasobczak
Link Komentarze (2) »
niedziela, 31 stycznia 2010
Zimowo - bajkowo :)


Zima w mieście też może mieć swoje uroki...



Sypało cicho w nocy bez wiatr i każde drze tak wyglądało - jak to określiła Marcysia - "jak w sukience".






Droga do Kartuz (w środę)



Droga do Kartuz (w piątek)




Nie dało rady włączyć "piątki" - 60 na godzinę to maks!







Nasze odkrycie :) Urokliwe!



Szczęki VII



Uroczy obrazek :) Jak w bajce....


10:59, agasobczak
Link Komentarze (3) »
sobota, 30 stycznia 2010
Treściwie
U nas w sumie ok ale katarzysko dopadło i Jasia ale na razie bez gorączki. Mąż nieco słabuje. Mi coś niedobrze i jakoś byle jak... nie wiem czy to z powodu ogólnego osłabienia czy też z powodów innych i nieznanych. Powiem, że jest co najmniej dziwne.
A oto fotorelacja z konstruowania naszych mebelków :)

 

Wspólna praca :)



Precyzja i wyrachowanie :)))))




I to nasze mebelki składane przez spółkę - Tato & synek

 
19:56, agasobczak
Link Komentarze (4) »
czwartek, 28 stycznia 2010
Śnieg i wszystkie jego odmiany:)
Czyli zawieje i zamiecie a wczoraj piękne spokojne sobie jego padanie.
Widoczki wczoraj superowe - bo jechaliśmy do Kartuz ratować szczękę mojego Męża, która spuchła i nawet nie bolała (do czasu)
A dziś zawieje i zamiecie a na dodatek po dwóch dniach przedszkola młoda mi zakatarzyła i lekko zagorączkowała więc bidulka siedzi w domu aby nie zarażać dzieci.
Miejmy nadzieję, że się to nie rozkręci bo ogólnie sprawia wrażenie mało chorej. Ale to na razie... zobaczymy co czas nam przyniesie. Fakt faktem, że nocka była koszmarna :( bo młoda budziła się co chwila i sprawdzała czy nie jestem przy niej :(
15:31, agasobczak
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 stycznia 2010
Mróz i jeszcze raz mróz...
Mrozi i szczypie (choć dziś trochę zelżało) i pewnie będzie sypać, że aż miło.
U nas.... trochę się dzieje.
W poniedziałek - do drzwi zawitała do mnie policja skarbowa (!)
dzisiaj - listonosz z listem z .. prokuratury rejonowej (CAŁE szczęście, że to tylko zawiadomienie o sprawie mojego oszusta internetowego - sprawa zakreśla coraz większe koła ....)

Młoda w przedszkolu odnajduje się świetnie co mnie samą dziwi ale jak to ktoś pięknie powiedział to tylko podkreśla fakt, że mała jest dobrze przygotowana do przedszkola i że do tego dorosła.

No a w domku... zawitały u nas wreszcie mebelki :) są urocze... Mimo, że tanie są piękne i pakowne :)

Mąż w domu więc nieco wypoczywam i korzystamy z tego ile się da - chadzając na przykład na spacerki :)
Oto kilka fotek...



Moje trzy Szczęścia na tle zamarzniętej zatoki :)



Oblodzony falochron




Zamarznięta zatoka i ścieżka światła



Takie rzeźby tworzy Natura ;)









REWA :) całkowicie pod lodem :) można na piechotę na Hel...




Jazda na łyżwach :)





21:18, agasobczak
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 stycznia 2010
Śledzie, baletki i szczotka do wc :)
Taki to oto mieliśmy dzień. Powinnam wpleść jeszcze słówko - latarka ale jakoś burzyło mi schemat tytułu. :)
śledzie...
Nasz Jasio jadł dziś śledzie - solone... tfu tfu.. Ja jako matka i nawet jeszcze nie matka - nie tknę tego cholerstwa ale za to jak też wiele innych rzeczy (na przykład wątróbka), potrafię przygotować, że ponoć palce lizać. No cóż... polegam na zdaniu rodziny - sama się do tego nie przekonując. A Jasio? Mój wyrodny synek - zjadł dziś śledzika ... No proszę :)
Po powrocie Taty z przychodni, pojechaliśmy cała rodziną sfinalizować zakup mebli - hip hip huraaa! oraz w celu zakupu kapci do przedszkola. Moje zakupy na pobliskim rynku, zakończyły się fiaskiem - miałam wybór kupować chińskie śmierdziuchy za 6 złotych polskich lub polskie gumowce za 16 takich samych polskich złotówek. Podziękowałam uprzejmie wyruszając z niczym do domu i mając w głowie mętlik - JAK MOŻNA TAKI SYF produkować? No widać jednak można.
Z racji tego, że moje imieniny (tu ukłony dla wszystkich tych, którzy pamiętali) były dość owocne (finansowo) postanowiłam (jak zwykle) nie inwestować w siebie ale udać się do sklepu firmowego i nabyć drogą kupna - papcie na nową drogę naszej Najstarszej.
Podjechaliśmy do Smyka :) uzgadniając wcześniej, że w syfie mała nie będzie chodzić i spokojnie możemy na ten szczytny cel wydać coś koło 20 zeta.
Oczywiście w Smyku MULTUM różnorodnych kapci - super fajnych i mniej fajnych i Marcysia mogła sobie SAMA wybierać. No wybrała ale okazało się, że ma naprawdę małą i szczupłą nóżkę i nic nie pasowało oprócz.... PRZEŚLICZNYCH RÓŻOWYCH BALETEK :) Marcelina jest oczarowana nowym nabytkiem - co i tak dla niej jest szokiem bo kapci jako takich nie posiadała w ogóle (jedynie u Babci B jakieś się poniewierają) w domu zaś chodzi na boso lub w skarpetach... Już w aucie cały czas mówiła, że teraz to będzie nawet w domu nosiła swoje papciuszki...
Oczywiście ja jako matka nadopiekuńcza i wizjonerska mam już wizję jak leci w dół po schodach bo się poślizgnie gdzieś w tym przedszkolu - muszę więc obadać, czy baletki są oby bezpieczne.
No i szczotka do wc! Nie ma lepszej zabawki dla dzieci! Zakupiliśmy ową szczotkę (po wielu miesiącach poszukiwań) za kolosalną cenę - 3,99 zł !!!w IKEI (tam też zjedliśmy po ciastku i spiliśmy po kawie) a SZCZOTA stała się punktem zainteresowania zarówno starszaka jak i młodziaka. Marcysia wdzięcznie dzierżyła szczotę do kasy jadąc na wózku :) KOMICZNY WIDOK! - w dłoni lewej niczym berło - brakowało tylko jabłka a Jaś dorwał szczotę w samochodzie i miał frajdę cały wieczór biegając po domu i strasząc szczotą Marcysię.
No i po co dzieciom drogie zabawki? Wystarczy szczota do wc za 3,99 z Ikei i zabawa na sto fajerek. Najgorsze jest jednak to - jak wytłumaczę dziecku, że jak się już szczotę użyło do wiadomych celów to nie jest wskazane aby biegano znów z nią po mieszkaniu - no i mamy dylemat wychowawczy.
A latarka? Latarka marki Philips zakupiona w celach (no właśnie po co mężu?) a w zasadzie zdobyta za punkty za paliwo urozmaiciła nam wczorajszy i dzisiejszy wieczór :) Jest to następna zabawka (po szczocie), która porusza twórcze możliwości naszych dzieci. Ale obawiam się, że z tą latarką to jeszcze nie koniec. Po wielu kłótniach na linii brat - siostra należy się jednak zakup drugiej sztuki :)
I tak oto wszystko się u nas kręci.
A... jutro przywożą meble :)
ps. Mąż dziś stwierdził, że jestem BOSKA bo cieszę się jak dziecko z zakupu baletek i szczoty do wc :) za 3,99 zł. No a co? Mam się martwić? :)
00:01, agasobczak
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 stycznia 2010
Riverdance
Otóż Blog mi się robi całkiem kulturalny :)
Przypadkowo odkryłam w necie moja fascynację sprzed kilku lat :) Jak byłam w ciąży z Niunią to byliśmy razem na Riverdance w Teatrze Muzycznym - jakoś wtedy jako małżeństwo bez dzieci w realu stać na było na takie szaleństwo cenowe. Mimo, że to była dość wczesna ciąża a raczej ja wyglądałam na ledwo co w ciąży to Mała szalała w brzuchu jak szalona.
I ciekawostka :) Dziś włączałam mojej Małej ten koncert a ona do mnie - Mamo nie rób ciszej (do tej pory wszystkie "moje" muzyczki są skutecznie ściszane przez wyrodną córę) - oglądała z zafascynowaniem to co na pewno słyszała już cztery lata temu :)
Piękne...
Wzruszam się gdy to oglądam i nie mogę wyjść z podziwu...
11:28, agasobczak
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 stycznia 2010
SŁOŃCE!!!
Wyszło i jest :) nieśmiałe ale jest! Normalnie zachciało się żyć. W przyszłym tygodniu chyba nie będzie aż tak źle bo mąż coś słabuje i szykuje się na zwolnienie... Odpocznę ... chyba....:)


09:46, agasobczak
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 67
Lilypie Fourth Birthday tickers Lilypie Second Birthday tickers Daisypath Anniversary tickers